niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 9

,,Never memorize what you look up in books" - Albert Einstein

Była w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu. Drzwi były zamknięte, a klucza nie było. W pokoju unosił się okropny zapach stęchlizny. Pod nogami szurały jej szczątki przedmiotów, prawdopodobnie były to kawałki drewna,metalu oraz plastiki. Tak w każdym razie oceniła ich za pomocą dotyku. Kucając ręką natrafiła na coś bardzo śliskiego, zimnego i podłużnego. Oczywiście wyobraźnia podsunęła jej najgorsze zakończenia , jakie mogły powstać. Między innymi, że to część szkieletu. Lecz to, co było tajemnicznym przedmiotem, okazało się nim... nie być. Zdała sobie sprawę, co to jest. Nie była to żadna z rzeczy, które wcześniej podsunęła jej wyobraźnia. TO było coś o wiele gorszego. Poczuła obezwładnienie, spowodowane nagłym zgęstnieniem powietrza. Nie mogła złapać oddechu. Była bezsilna. Odsunęła się i schowała w kąt pokoju, lecz to coś było bardzo szybkie. Nie widziała, jak się porusza. Słyszała tylko syczenie tego okropnego węża i  pisk, spowodowany przemieszczaniem się zwierzęcia. Po chwili poczuła, że jest już blisko.Niemal czuła jego gęsty oddech na swojej szyi... W życiu nie pomyślałaby, że jest jakakolwiek szansa na to, że ktoś ją uratuje, więc kiedy usłyszała skrzypienie zamka w drzwiach, wstrząsnęło nią i siedziała sparaliżowana. Tymczasem promień światła rozświetlił pokój i ukazał jej widok okropnego węża, który po chwili, za sprawą zaklęcia jej wybawcy, leżał już martwy.Dopiero teraz zwróciła uwagę na długi cień zmierzający w jej stronę. Mężczyzna nachylił się nad nią, pytając, czy nic jej nie jest. Nie mogła nic odpowiedzieć i poczuła, że zaraz zemdleje. Spojrzała mu w oczy i jej serce podskoczyło w wyniku radości i zaskoczenia. Chwila radości? Co się z nią dzieje? Czy on naprawdę mógł aż tak zawrócić jej w głowie? Spostrzegła, że jego twarz jest niebezpiecznie blisko, a jego oczy wpatrują się w nią z zaciekawieniem. Zbyt bardzo tego chciała, by wcześniej to przemyleć. Powoli zamknęła oczy i deliktanie położyła dłoń na jego ramieniu. Poczuła jego ciepły oddech na swoich wargach... STOP!

Obudziła się nagle, jej ciało zalewało gorąco,a na jej czole wystąpiły kropelki potu. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko to był tylko sen. Najadła się strachu, ale właściwie cieszyłaby się, gdyby to była rzeczywistość. Zakończenie jak najbardziej jej odpowiadało i to ją właśnie przerażało. Chwyciła w ręce zieloną poduszkę w kształcie żaby, którą dostała na 14 urodziny od rodziców i przyłożyła ją do twarzy. Policzyła w myślach do trzech i z powrotem położyła się spać. Było wcześnie i nie chciała budzić śpiącej po drugiej stronie pokoju Ginny. Ułożyła się wygodnie i znów zasnęła, tym razem spokojnym snem.

 ***

Czasami bywają takie dni, kiedy po prostu nie chce się żyć dalej. Chce się zostać w jednym miejscu i nie ruszać się z niego. Nie chce się ujrzeć światła, pozytywnej strony tej sytuacji. Po prostu ma się ochotę krzyknąć, by ziemia się rozstąpiła i pochłonęła owego nieszczęśnika. Lecz to i tak by nic nie dało. Właśnie taki dzień miała dziś Hermiona, gdy otrzymała TEN list. Nie byłoby się co dziwić, gdyby rzuciłą w siebie Avadą. Wiadomość, którą otrzymała naprawdę ją zdołowała. Płakała, jakby chciała tym coś zmienić, a to i tak nic nie dawało. Łzy ciekły jej po policzkach zostawiając na nich wyraźne linie. Usta drżały, zaciśnięte w prostą linię. Oczy miała zaszklone. Zbyt mocno przegryzła wargę. Po jej ustach pociekła wąska strużka krwi, dając jej niezrozumiałą ulgę. Nie było z nią nikogo, kto mógłby ją teraz pocieszyć. Ginny, na jej nieszczęście, wyjechała dwa dni temu, więc została sama. Była czarownicą, ale nie mogła nic zmienić. Nie istniało zaklęcie na rozwiązanie tego problemu. Sekundy mijały, a ona czuła się coraz gorzej. Będą ją musieli zabrać do szpitala, jeśli za chwile nie przestanie się dusić. Z płaczu. A tymczasem wciąż był ten dzień, ten miesiąc, ten rok. Ta chwila, ta godzina, kiedy została sierotą.

Wiem jak trudno jest uwierzyć.
Kiedy wszystko traci sens.
To dlatego szukam siebie.
By nie stracić tego co już wiem.

Ref. Niewiele mamy w sobie.
Niewiele dał nam świat.
Gdzieś odnajdziemy kogoś.
Kto odkryje całą prawdę w nas.

Ile jeszcze dróg przed nami.
Gdzie początek a gdzie kres.
Tak spokojnie przemijamy.
By choć w myślach znowu spotkać się.

Wiem jak trudno iść przed siebie
Wiem jak jest gdy nie ma snów
Nie muszę bać się gdy jest obok
Ktoś kto wierzy we mnie tak jak nikt

Ref. Niewiele mamy w sobie
Niewiele dał nam świat
Gdzieś odnajdziemy kogoś
Kto odkryje całą prawdę w nas
Niewiele mamy w sobie
Niewiele dał nam świat
Gdzieś odnajdziemy kogoś
Kto odkryje całą prawdę w nas*

***
Stał pod drzwiami z pękiem czerwonych róż w ręku. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu sama Astoria. Podziękowała mu za kwiaty i gestem ręki zaprosiła  do środka. Wszedł niepewnie, rozglądając się wokół. W końcu jednak oprzytomniał i uśmiechnął się do niej szarmancko, siadająć na kanapie.

- Masz coś do picia? - spytał.

Ze zdenerwowania (czym?!) miał straszną suchość w ustach.

- Oczywiście, weź sobie coś z barku...

- Nie masz służby? - zdziwił się Draco.

- Mam, ale nie zawsze korzystam - uśmiechnęła się lekko złośliwie Astoria.

Draco westchnął i ruszył do wskazanego przez nią barku. Nalał sobie do szklanki Ognistej, mało jej przy tym nie rozlewając, bo jego ręce trzęsły się niemiłosiernie, przez co klął w myślach. Wziął do ręki jedną szklankę i upił łyka. Przyjemnce ciepło rozlało się w jego żołądku. Chwilę potem opróżnił ją do końca. Nalał jeszcze jedną dla siebie i drugą dla Astorii. Wrócił do salonu i podał szkalnkę Astorii. Ta uśmiechnęła się do niego ciepło (ciepło?!) i powiedziała ciche "Dzięki".

" I to ma być Ślizgonka" - pomyślał Draco.

Pominął fakt, że on sam ostatnio zaniedbywał Ślizgońskie obowiązki. Tymczasem Astoria już prawie opróżniła szklankę i przypatrywała mu się w milczeniu. Draco spojrzał na nią i stwierdził, że coś jest nie tak. Patrzył przez dłuższą chwilę i odwrócił wzrok. Astoria była ładną dziewczyną, ale gdy porównał ją z Gryfonką (dlaczego akurat z nią? czy właśnie stwierdził, że ona jest ładna?!) nie miała szans. Czyżby przestała mu się podobać? Astoria była jego dziewczyną od dosyć dawna. Słowo ,,dziewczyna" w języku Malfoy'ów znaczyło ,,panienka na noc". Tak właściwie to nic do niej nie czuł, choć chciał. Jego ojciec chciał, by z nią był.

Do tej pory było mu z nią dobrze. Spisywała się znakomicie w swojej roli, ale teraz zrozumiał, że ma tego dość. Chciał kogoś, kto nie będzie go cenił tylko za wygląd i za jego umiejętności w łóżku. Przecież dziewczyna powinna go rozumieć i kochać za charakter. Astoria tego nie potrafiła. Może jakby jej to powiedział... nie, to bez sensu! Wtedy jego opinia... Przecież jest Malfoyem - oni nie mają uczuć i nie chcą, aby ktoś ich wspierał. Ale on tak naprawdę taki nie był, ale do tego nie mógł przyznać się nawet przed samym sobą. Teraz natomiast uświadomił sobie coś bardzo ważnego. Greengrass to już przeszłość.

*fragment piosenki Blue Cafe ,,Niewiele mam" 

-----------------------------------------------------
Rozdział według mnie nie udany :/ Miałam " Noc w szkole " (może ktoś miał coś podobnego :) ) i w ogóle nie spałam, stąd mój chwilowy brak weny ... Rozdział wyszedł też krótki, za co bardzo przepraszam. Okazuje się, że nie dam rady wstawiać rozdziałów tak często, jak chciałam. Chyba, że będą takie, jak ten. Jakieś rady w komentarzach? :) Jeśli macie pomysły na ciąg dalszy to napiszcie - może je wykorzystam :*
Pozdrawiam was :D
Iraler

czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 8

,,Creativity is allowing yourself to make mistakes.
Design is knowing which ones to keep" - Scott Adams
- Miona...

Hermiona przeniosła wzrok na Ginny. Teraz, gdy opowiedziała jej całą historię, czuła się nieco lepiej. No, prawie całą. Nie wspomniała, co zaszło między nią i Śmierciożercą. Lepiej o tym nie mówić. Chyba, że Ginny sama dowie się całej prawdy... Wpatrywała się w nią intensywnie i Hermiona przestraszyła się, że być może wyczyta wszystko z jej oczu.  Zielone tęczówki Ginny były utkwione uparcie w jeden punkt. Hermiona nie wytrzymała i uciekła wzrokiem. Poczuła, że robi jej się gorąco. Spłonęła szkarłatnym rumieńcem. Ginny natychmiast, na nieszczęście Hermiony, to zuważyła.

- No, słucham, co pominęłaś? - powiedziała z ironicznym uśmiechem.

Czy ona musi ją tak dobrze znać? Ironia zwykle jej nie wychodziła, ale teraz Hermiona stwierdziła, że drwiący ton jej głosu jest na wysokim, ślizgońskim poziomie. A ona tymczasem jest w Griffindorze. Być może, mimo to, cechy Gryfona u niej przeważają. Ginny wciąż uśmiechała się do niej, a Hermiona zaczęła wykręcać sobie palce ze zdenerwowania. Nabrała powietrza, przyspieszając oddech. Poczęła układać w myślach jakieś sensowne tłumaczenie, które powiedziałoby prawdę, ale jednocześnie trochę naciągnęło rzeczywistość. Nic takiego nie przychodziło jej do głowy i zaczynała się denerwować.

- Wtedy, jak byliśmy w tej ulicy i światło latarni tak pięknie świeciło, pod nogami mieliśmy dużo śniegu i zaczęły się pojawiać gwiazdy na niebie... - Hermiona, by zyskać na czasie starała się przedłużyć nieco czas, kiedy przyjdzie powiedzieć prawdę.

- Herm, już coś kombinujesz - Ginny znów się do niej uśmiechnęła, tym razem pobłażliwie. I ona nie jest Ślizgonką?!

- Ależ niic - Hermiona zrobiła minę niewiniątka - No dobrze, już nie będę przedłużać, ale może jeszcze, za nim ci ładnie wszystko wyśpiewam, poczęstujesz się czymś? Może herbaty?

Lecz z Ginny te numery nie działały. Hermiona, co prawda, dobrze o tym wiedziała, ale cóż... zawsze warto próbować! Tym razem Ginny już nic nie powiedziała, tylko patrzyła i patrzyła na nią, aż ta się złamie i zacznie mówić. Znała Hermionę najlepiej ze wszystkich i wiedziała, że jej przyjaciółka, mimo że się wstydzi i udaje upartą, powie jej wszystko. I to ze szczegółami. Ginny się nie pomyliła, a chwilę potem nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Rozchyliła usta ze zdziwienia i oparła się o poduszki.
                                                                                           ***
- Głupiec! Czy ty naprawdę nie rozumiesz na czym polega twoje zadanie? Nie miałeś się, idioto, łasić grzecznie do tej smarkuli, tylko miałeś ją przyprowadzić do mnie!

Chrapliwy, mroczny głos roznosił się donośnie po całym pomieszczeniu. Pokój był prawie pusty, tak więc echo swobodnie odbijało się od ścian. Na środku stał stary, drewniany stół, przykryty jedynie starym, czerwonym obrusem (albo czymś, co go przypominało). Stół był podłóżny, mógł pomieścić dużo osób. Wokół niego ustawione były krzesła, także drewniane, na których znajdowały się narzuty w różnorodne wzory. Ściany pokoju były czarne, a na suficie wisiał mały żyrandol, do którego przyczepiona była skamielina czaszki zza czasów jej właściciela. Wchodząc do tego pomieszczenia czuło się dziwny niepokój, strach w głębi duszy. Dawało się wyczuć działanie złych mocy. Nawet najbardziej odważni, patrząc na namalowane na ścianach krwistoczerwoną farbą (a może to jednak była krew?) symbole, bledli na twarzy i zalewał ich gorąc. Inni, gdy przez przypadek tutaj trafili, wybiegali stąd z krzykiem, trzaskając drzwiami. Dlatego też drzwi ledwo się trzymały w zawiasach. Z czasem dało się, co prawda, przyzwyczaić do takiegoż wystroju i opanować uczucie lęku. Mimo wszystko, coś zawsze pozostaje z pierwszego wrażenia. Nic dziwnego. Większości ten pokój zawsze pojawia się w koszmarach. A była to kryjówka Śmierciożerców. I Voldemorta.
Tymczasem właśnie rozstrzygał się kolejny spór między młodym Śmierciożercą i Czarnym Panem, który omal nie cisnął w niego błyskawicą. Ale to by było głupie postąpienie z jego strony. W końcu Draco jest mu potrzebny do zrealizowania jego planu.
                                                                                       ***
Ginny po raz kolejny zadawała to samo pytanie, ponieważ Hermiona wciąż wahała się z odpowiedzią.

- Herm, czy jesteś pewna, że między wami no wiesz, nie zaiskrzyło czy coś w tym rodzaju?

- Ginn, ile razy mam ci powtarzać, abyś przestała snuć te podejrzenia? Właściwie o co ty mnie podejrzewasz? O romans ze Ślizgonem?

Ginny wzruszyła ramionami.

- Wszystko jest możliwe - powiedziała, po czym Hermiona spiorunowała ją wzrokiem
.
- Dobrze, przestanę, ale wciąż nie rozumiem, przecież sama mówisz, że coś poczułaś...

- Tak, poczułam. Poczułam coś, czego nie powinnam poczuć, więc może lepiej już o tym zapomnijmy?

Widząc błagalne spojrzenie Hermiony, Ginny postanowiła odpuścić.

- Dobrze, Miona. Nie przyjechałam do ciebie po to, by się torturować... Po za tym jest już późno.
Hermiona uśmiechnęła się.

- No właśnie. Lepiej chodźmy już spać - mówiąc to, wsunęła się pod kołdrę i mrugnęła do Ginny.

Ta tylko westchnęła, podeszła do swojego łożka i wtuliła głowę w poduszkę.

 ,,Może jutro wszystko się wyjaśni" - myślała.

Natomiast Hermiona już usnęła z jedną myślą.

,,A może jednak?..."
 ------------------------------------
I tak oto przychodzę do was z Rozdziałem 8 :) Póki co nie zaczęłam pisać kolejnego rozdziału, ale być może będzie w Walentynki ^^ Zapraszam do komentowania :)
Iraler                          

wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 7

"Hell is empty.
All the devils are here." - Willam Shakespeare

Wracała do domu zamyślona, szurając butami w śniegu. Niebo tej nocy nie przykrywały chmury, więc mogła obserwować gwiazdy, migające teraz niczym bożonarodzeniowe lampki. Niektóre z nich tworzyły gwiazdozbiory. Hermiona odszukała na niebie gwiazdę polarną, jak zwykle świecącą najjaśniej. Wydawało jej się, że mrugnęła do niej, jakby chciała dodać jej otuchy. Nagle jej but natrafił na większy kamyk i potknęła się. Poczuła straszne zimno na twarzy i odruchowo się odsunęła. Otarła twarz szalikiem, także pokrytym przez śnieg i wzdrygnęła się. Po chwili doszła do siebie. Obejrzała się za siebie, jednak nie dostrzegła nic poza nagimi drzewami szumiącymi na wietrze. Wydawały jej się mroczne, ponure, ale wszystko zależy od punktu widzenia. Gdyby Hermiona nie trzęsła się z zimna, za pewne podobałby jej się szum drzew i gwizdanie wiatru, jakby ten chciał jej zaśpiewać kołysankę. Policzyła w myślach do trzech i powoli się podniosła. Sprawdziła czy wszystko w porządku. Miała tylko kilka siniaków na rękach i była pobrudzona, ale ciuchy się wypierze, a siniaki nasmaruje maścią. Dotknęła prawego policzka. Poczuła coś mokrego. Spojrzała na dłoń. Krew. Musiała natrafić na jakiś ostry kamień. ,,Takie moje szczęście" - pomyślała. Pogrzebała w kieszeni kurtki w poszukiwaniu chusteczki. Znalazła tylko 10 groszówkę, spinacz, paczkę gumy do żucia i paragon. Trudno. Ruszyła dalej. Do domu było już niedaleko.
                                                             
                                                                                    ***

Teleportował się do siedziby Voldemorta. Nigdy nie rozumiał, jak wtedy, po przegranej bitwie udało mu się uciec. On i reszta śmierciożerców trafili do Azkabanu, z którego zresztą niedawno wyszedł. Voldemort natomiast, choć wydawało się, że został pokonany, uciekł w ostatniej chwili za pomocą jakiegoś zaklęcia. Ministerstwo Magii do tej pory nie odkryło, co to było za zaklęcie. Tylko sam Voldemort wiedział. Draco miał o tym niezbyt wyrobione zdanie i gdy ktoś go pytał, co o tym wszystkim sądzi, odpowiadał krótko:

- Głupi ma zawsze szczęście.

I wzruszał ramionami. Tym sposobem nikt więcej go o to nie pytał. Raz powiedział tak do swojego ojca, za co nieźle oberwał, musiał wysłuchać długiego kazania, jaki to wielki jest Czarny Pan oraz że jemu, zwykłemu nieudacznikowi, nie wolno się tak o nim wyrażać. Nie trzeba chyba dodawać, że później czekał go dłuższy szlaban na wychodzenie z domu.
Stojąc teraz przed drzwiami do miejsca zebrań Śmierciożerców, miał ochotę mocno kopnąć zardzewiałe drzwi i uciec daleko stąd. Jednak i tak by go złapano i tylko pogorszyłby swoją sytuację. Tak więc położył dłoń na klamce, nie zwracając uwagi, że jeden z pająków zainteresował się nowym obiektem, nacisnął ją i pewnym krokiem wszedł do środka. 

                                                                                   ***

- Gdzie ona tak długo się podziewa? - Ginny robiła tysięczną rundę wokół stołu w salonie Hermiony.

- Nie ma jej już ponad dwie godziny! - dodała.

- Nie stresuj się tak, Hermiona na pewno wie, co robi. Nie ufasz jej? To nasza przyjaciółka i chyba ją

 znamy? Dobrze wiesz, że możemy na niej polegać...

- Tak, ale nawet ona potrafi popełnić głupstwo! Kiedyś przez przypadek wsiadła nie w ten autobus, to

 skąd mamy pewność, gdzie teraz się podziewa? Ty nic nie rozumiesz! Nie masz serca!

Harry teatralnie rozłożył ręce w geście bezradności. Przez te dwie godziny słuchał bez przerwy narzekań Ginny i miał już serdecznie dość. Też martwił się o Hermionę, ale nie dawał tego po sobie pokazać. Chciał, by już wróciła. Aby uratowała go od gadania Ginny! 

- Idę zrobić sobie kawy - rzucił i ruszył do kuchni.

- Mi też zrób! Ze śmietaną! - zawołała za nim Ginny.

- Przecież wiem... Śmietanka dla Ginny, już od kilku lat mam to zanotowane... Nie musisz tego ciągle

 powtarzać - powiedział cicho i mimowolnie uśmiechnął się do siebie.

                                                                              ***

Tymczasem Draco był już po ,,naradzie" u Voldemorta. Właśnie czekał na Zabiniego, który na umówione spotkanie spóźniał się już 10 minut. Po raz kolejny zerknął na zegarek i wyjrzał za okno. 

-Wreszcie! - krzyknął, gdy ujrzał w świetle latarni sylwetkę Blaisa. 

Chwilę potem rozległ się dzwonek do drzwi i usłyszał głos Narcyzy:

- Draco, idź otwórz!

- To tylko Blaise, mamo, jestem z nim umówiony! - odkrzyknął i podszedł do drzwi.

Wesoła gęba Zabiniego poprawiła mu humor. Zaprosił go do środka ruchem ręki, by po chwili umościć się w fotelu naprzeciw niego. 

- Dobra, Blaise, gadaj, jaki znowu problem? Znowu zerwałeś, czy może masz wydarzenie miesiąca i to ona cię rzuciła? Bo minę masz jakbyś zjadł brudne skarpetki.

Blaise udał obrażonego, ale po chwili ożywił się.

- Niee to nie w moim stylu stary, a ty pewnie po gościnie u Voldzia, bo jak zwykle masz kwaśną minkę jak cytrynkę!

- Nie dołuj mnie swoimi wierszykami, mam tego po dziurki w nosie - odburknął.

- Tylko na tyle cię stać? Rany Draco, co się z tobą dzieje?! 

- Spotkałem Granger. To znaczy nie spotkałem, tylko miałem misję, ale ee nie wypaliła... Tak jakby 

Draco przeczesał włosy palcami i spojrzał na przyjaciela. Ten ledwo powstrzymywał się od śmiechu - w końcu nie wytrzymał.

- Hahaha nie wiedziałem, że taka jąkała się z ciebie zrobiła! To przez tą szlame czy co? Czyżbyś zmienił obiekt swojego zainteresowania? Teraz gustujesz w tych zakazanych?

Draco spiorunował go wzrokiem, cedząc przez zęby:

- Nigdy-więcej-nie-mów-że-mógłby-mi-się-podobać-ktoś-taki-jak-ta-szlama-Granger!

- Spokooojnie tylko zgaduje - Zabini uśmiechnął się pobłażliwie.

- Nie lecę na szlamę! Całowanie jej to tak jakbym się paplał w błocie, albo jakbym... jakbym... ee... 

- Dobra, widzę, że nie jesteś dziś w formie, będę dla ciebie tak litościwy, że nie skomentuję twojego nagłego zacięcia, więc teraz mów do mnie Wasza Boskość Panie Zabini!

- Tak jest Wasza Głupowatość Panie Zabini...

Blaise zaśmiał się, szczerząc przy tym zęby. Po chwili po prostu wybiegł z domu, krzycząc na odchodne:

- Nie rusza mnie to!

Draco westchnął i upadł na poduszki. To zdecydowanie nie był jego dzień.

                                                                                      ***

Stała pod drzwiami nie wiedząc, czy je otworzyć. Wreszcie zdecydowała się i delikatnie uchyliła drzwi. Zza progu usłyszała radosny krzyk Ginny, co dało jej do zrozumienia, że musiała wciąż na nią czekać.

- Jeszcze tu jesteś? - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.

Ginny nie odpowiedziała tylko porwała ją w ramiona.

- Taak i zostaję u ciebie na noc!!! Zrobimy nocowanie!!!

- Harry też zostaje?

- Nie, on niedawno wyszedł, musi jeszcze załatwić jakieś sprawy w Ministerstwie. A my sobie zrobimy babską noc! Wszystko mi ładnie wyśpiewasz ze szczegółami! Zaczniesz od tego, gdzie teraz byłaś i co ci się stało w policzek.

Hermiona westchnęła.

- To długa historia.

--------------------------------------------

I tak oto jest nowy rozdział! Niezbyt udany, niestety nie mam pomysłu na dialogi :( Po za tym nie mogę oddać charakteru niektórych postaci ze względu na mój własny charakter, gdyż nie jestem dobra w wymyślaniu ripost... Co jest tutaj bardzo ważne :( Będę musiała nad tym popracować, ale może niektórym się spodoba :)
Iraler




sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 6

"If you can dream it,
you can do it." - Walt Disnep

Wychylił się zza rogu. Miał do załatwienia ważną sprawę. Zadanie dane mu przez Pana. Zmierzał w stronę domu dziewczyny jedną z ciemnych uliczek. Kto by się spodziewał, że jego ofiara wyjdzie mu na przeciw! Usłyszał kroki. Wstrzymał oddech i przylgnął do ściany. Zacisnął palce na różdżce. Chwilę potem przed oczami ujrzał drobną osóbkę przechadzającą się niepewnym krokiem środkiem ulicy. Jej twarz oświetlała wąska smuga światła latarni. Młody śmierciożerca, zanim wykona swoje zadanie, postanowił lekko ją nastraszyć (co zresztą bardzo lubił...).  Podszedł ją od tyłu, a kiedy dzieliło go od niej zaledwie kilka centymetrów, krzyknął jej do ucha:

- BU!

I zaciskając palce na jej ramionach odwrócił ją do siebie. Jej wyraz twarzy był dla niego bezcenny. Jej źrenice były rozszerzone tak, że prawie nie było widać tęczówki. Usta miała lekko rozchylone, a ciało zastygło w bezruchu. Jej powód do strachu uśmiechnął się kpiąco, ukazując przy tym szereg białych zębów.
                                                                                ***
 Hermiona nie wiedziała co robić. Patrzyła na niego z co raz większym przerażeniem. Dotarło do niej, że stoi jak sparaliżowana i nawet nie próbowała ucieczki. Tak więc zebrała wszystkie siły i odepchnęła go. Niestety, bez skutku. Śmierciożerca uśmiechał się głupawo, widząc jej wyczyny, które i tak jej nie pomagały, tylko jego ręce mocniej zaciskały się na jej ramionach.

- Co się tak szarpiesz? I tak nie uciekniesz - raczył się odezwać.

- Czego chcesz ?! - bardziej krzyknęła niż spytała wściekła teraz Hermiona.

- Niic - zrobił niewinną minę.

- To po co (tu seria przekleństw) mnie tu jeszcze trzymasz! - tym razem Hermionie udało się wyrwać.

Z zadowoleniem patrzyła jak śmierciożerca stoi z rozłożonymi rękami. Niestety nie widziała wyrazu jego twarzy. Z pod czarnego kaptura wystawał tylko nos i usta. Oczu nie widziała. Była właściwie ciekawa czy to ten,którego się spodziewała, a spodziewała się Malfoya - jego ostatnio ,,spotkała" po swoim domem i miała wrażenie, że coś kombinuje.

- Po co się zastanawiam jak mogę to sprawdzić - mruknęła pod nosem.

W mgnieniu oka znalazła się znów obok niego i błyskawicznym ruchem zerwała mu kaptur z głowy. Nie wydawała się być zbytnio zaskoczona. Jej przypuszczenia okazały się słuszne. Arystokrata przechylił głowę i spojrzał na nią przenikliwie i pytającą. Hermionie pod wpływem tego spojrzenia poczuła się nieco nieswojo. Było jej głupio. Stała tak w miejscu i dosłownie wgapiała się w Malfoya. On za to zainteresował się leżącym u jego stóp kamyczkiem. W Hermionę wstąpiła złość wywołana brakiem zainteresowania jej osobą ze strony Malfoya. Nigdy jej to nie obchodziło. Nawet chciała, by nie zwracał na nią uwagi, ale teraz po prostu tego chciała. Ciekawość w niej rosła aż w końcu nie wytrzymała.

- Możesz mi wyjaśnić dlaczego mnie napadasz o tej godzinie? - zdecydowała się na uprzejme pytanie.

- Nie. Nie będę się tłumaczył takiej szlamie jak ty, Granger. - odburknął unikając jej wzroku.

- Malfoy! - wysyczała przez zęby - Powiedz ty głąbie po co tu przyszedłeś, jeśli chcesz być żywy!

- Oo widzę, że szlama Granger nauczyła się nowych wyzwisk. I co, zabijesz mnie? - prychnął pogardliwie - Już to widzę. ,,Najlepsza uczennica Hogwartu trafia do Azkabanu"

Hermiona zarumieniła się - co jak co, ale tutaj musiała przyznać mu rację.

- Okej nie mogę cię zabić, ale znam kilka dosyć fajnych zaklęć, a co do wyzwisk... mógłbyś zaktualizować trochę swoje ,,słownictwo", bo ta ,,szlama" już się robi nudna - uśmiechnęła się słodko.

- Dobrze, w takim razie odpowiedz mi PRZEKLĘTA SUKO czy masz przy sobie różdżkę... - uśmiechnął się złośliwie.

- Coś ty powiedział?! Odszczekaj to!!! Czy ty zawsze będziesz takim nadętym, naburmuszonym, cholerskim...

- .... cudownym, przystojnym, zniewalającym...

Hermiona przewróciła oczami i szepnęła cicho "Dupek", ale Draco już tego nie dosłyszał.

Co do różdżki -no tak. Hermiona o niej zapomniała. Klęła w myślach, że zostawiła ją w domu. Nie mogła uwierzyć, że tak głupio postąpiła.

- Nie... - zdecydowała się na szczerość - ale jak nie dzisiaj to i tak cię dopadnę na Balu Noworocznym!

- Już to widzę...

Hermiona przewróciła oczami. Nieraz denerwowała ją jego ironia. Postanowiła jednak wytrzymać to i siląc się na spokój, powiedziała:

- Dobra, to może zawrzyjmy układ...

- Chcesz zawrzeć układ ze mną? Poważnie? Nie jestem do końca pewien, czy układ ze szlamą nie zszarga mojej opinii... - udał, że się zastanawia.

- Taaa miejmy nadzieję, że nie i nie przerywaj mi, więc zawrzyjmy układ, że dam ci spokój, jeżeli ty odpowiesz mi na jedno pytanie... Nie możesz zmyślać.

- Nie odpowiem dlaczego tu przyszedłem, Granger. Nawet o tym nie myśl.

- Dobra, inne pytanie. To co, stoi? - Hermiona wyciągnęła rękę.

- Stoi. Dawaj pytanie i miejmy to już z głowy.

- Dlaczego zostałeś śmierciożercą?

Uczę się od lat, staram się od lat
By sprawiedliwa miarka moc odmierzyć świat, 
Oddzielić ziarna od plew, od bieli czerń
Wśród tylu znaczeń prosty odnaleźć sens

Czego ty chcesz pytają mnie
Masz w głowie chyba źle
Co ci to da prawda czy fałsz
Jedna pozorów gra
Co ci się śni, pytasz czy kpisz
Nie wygrasz na tym nic
Nie wygrasz nic

Tyle samo prawd ile kłamstw rządzi całym światem mym
Tyle samo prawd ile kłamstw kieruje nim
Tyle samo prawd ile kłamstw pośród mijających dni
Ze sam diabeł nie odróżni *


Zamurowało go. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Co niby miał jej odpowiedzieć? Prawdę? To chyba jakieś żarty! Nie zamierzał się zwierzać tej przeklętej Gryfonce! Z drugiej strony przysięga to przysięga...

- Odpowiem, jeśli przyrzekasz na Merlina, że nikomu tego nie powiesz.

Hermiona spojrzała na niego zaskoczona. O co mogło chodzić, skoro żąda od niej przysięgi? Niestety, w jego oczach nie mogła dostrzec nic - były jak zwykle chłodne i tajemnicze. Przeszedł ją dreszcz od tego wzroku, który przewiercał ją na wylot. Spojrzała w dół i westchnęła. Po chwili wyprostowała się i odważnie zadarła głowę. Ciekawość zwyciężyła.

- Przysięgam. A teraz mów.

- Musiałem - usłyszała cichy szept Draco.

- Co proszę? - spytała zaskoczona - Ktoś... ci kazał? - dodała ściszonym głosem.

Skinięcie głowy.

- Kto?! - znów wyszeptała, tym razem naprawdę zdumiona Hermiona.

- Mój ojciec... - powiedział to tak cicho, że Hermiona musiała mocno nadstawić uszu, aby zrozumieć,
 co powiedział. Kiedy dotarło do niej co właśnie powiedział poczuła ucisk w żołądku. Te wszystkie złe historie, które słyszała o jego ojcu okazały się prawdziwe. W jej sercu zrodził się cień współczucia i zrozumienia dla tego Ślizgona.

- Chciałeś tego? - spojrzała mu w oczy, pragnąc dojrzeć w nich coś więcej, ale Draco znów miał nałożoną maskę obojętności.

- Tego pytania nie było w przysiędze - zauważył zjadliwie.

,,Znów zamknął się w sobie" - pomyślała Hermiona.

- Wiem, ale proszę... odpowiedz...

- Ty mnie o coś prosisz? - zaśmiał się głośno. Jego głos znów był pewny i donośny.

Hermiona wzniosła oczy ku niebu.

- Tak, proszę, a teraz usłyszę odpowiedź, czy nie, Szanowny Panie Malfoy?

- Dobra, Szanowna Panno Granger, nie chciałem tego, lepiej? Zadowolona?

Po chwili ukrył twarz w dłoniach. Hermiona delikatnie odciągnęła je od jego twarzy i zajrzała mu w oczy. Teraz nie były zimne. Po raz pierwszy Hermiona zobaczyła w nich coś więcej niż tylko obojętność i ironię. Draco miał jakąś tajemnicę, ale nie było dane jej poznać. Odkryła tylko jeden ułamek jego, lecz to jej wystarczyło, by zrozumiała. Draco cierpiał. Smutek był wyraźnie wymalowany w jego oczach. Była w nich także nutka żalu.. Chyba nie do niej? Hermiona poczuła się winna, że uważała go za zimnego drania. Okazuje się, że nawet najpodlejszy Ślizgon ma uczucia.Było jej teraz niezmiernie przykro. Poczuła do niego cień sympatii i chciała poznać go lepiej, bowiem zaczął ją poważnie intrygować i musiała się dowiedzieć czegoś więcej. Silny impuls, by go przytulić zawładną ją, ale w ostatniej chwili powstrzymała się.

,,To przecież Ślizgon" - powtórzyła w myślach - ,, ...i to jeden z tych najwredniejszych..."

Musiała przyznać sama sobie, że zaczyna się łamać. A on tylko stał i patrzył na nią, co teraz zrobi. Ucieknie czy zostanie?
Wreszcie Hermiona wybrała. Podeszła do niego i bez słowa objęła.Ogarnął ją przyjemny zapach męskich perfum. Po chwili poczuła, jak jego ramiona obejmują ją w tali. Wtuliła twarz w jego miękkie włosy i przymknęła oczy. Hermiona nie chciała się do tego przyznać, karciła się za to w myślach, że dopuściła się takiego uczucia, że poczuła się przy nim szczęśliwa. Dawno nie było jej tak przyjemnie.  Jego dotyk sprawił, że na ciele poczuła przyjemne ciepło. Zaczynały ją przerażać myśli krążące wokół jego osoby. Być może ta chwila miała coś zmienić w życiu ich obojga, ale Hermiona nie miała czasu na rozmyślanie o konsekwencjach. Chciała tylko tam być z nim. Już zawsze.

* - fragment piosenki Izabeli Trojanowskiej "Tyle samo kłamstw ile prawd"
---------------------------------------------------
Rozdział taki sobie. Może przypadnie wam do gustu . Bardzo bym prosiła o komentarze pod tym rozdziałem, bo nie wiem,czy to co piszę jest dobre. Jeśli to czytasz - SKOMENTUJ ♥ ♥ ♥
Wasza Iraler



czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 5

"I think it's very healthy to spend time alone.
You need to know how to be alone and not be definited
by another person." - Oskar Wilde

Nagle jej cały świat przewrócił się do góry nogami. Wgapiała się w niego wybałuszonymi oczami z rozchylonymi ustami, otwierającymi się ,jakby chcąc coś powiedzieć i zamykanymi z braku odwagi. Cóż miała odpowiedzieć na to pytanie? ,,Nie kocham cię, sorry"? A może skłamać, by nie urazić jego uczuć ,,Też cię kocham", a może być dyplomatyczną i stwierdzić ,,Przykro mi, ale to się nie uda. Może kiedyś...". Hermionie jednak nie pasowała żadna z tych opcji.

Widziała w oczach Rona na początku oczekiwanie, później nadzieje, a na końcu smutek i żal. Nuta zawodu przesunęła się po jego twarzy równie szybko, jak się pojawiła. Wpatrywał się w nią przez chwilą, a potem utkwił wzrok w podłodze. Hermiona wciąż się nie odzywała, więc zrezygnował i odszedł powolnym krokiem, licząc, że być może Hermiona ocknie się i rzuci mu się na szyję. Tak się jednak nie stało. I nie pozostało mu nic innego, jak po prostu odejść.

Wyszedł z domu Hermiony trzaskając drzwiami - nieoczekiwanie obudziła się w nim wściekłość. W tym momencie Hermiona zdała sobie sprawę, jak postąpiła. Wybiegła z domu i zawołała w stronę Rona:

- Nie mam wpływu na moje uczucia!

Ron momentalnie się odwrócił i spojrzał na nią ze smutkiem:

- Czyli już nie czujesz tego co ja?

W oczach Hermiony pojawiły się łzy, gdy wypowiedział te słowa. Szybko otarła je rękawem i powiedziała cicho, ledwo słyszalnie, ale Ron ją usłyszał:

- Nie... Przepraszam...

Weszła z powrotem po schodach, odwracając się jeszcze, by spojrzeć ostatni raz na Rona. Po jej policzku spłynęła jeszcze jedna słona łza. Zdała sobie, że straciła jego przyjaźń, może i zaufanie. Straciła przyjaciela.

                                                                               ***

Harry i Ginny siedzieli przy stole dziwiąc się niemiłosiernie.

- Co to miało być?! - pierwsza odezwała się Ginny - Dlaczego Ron wybiegł z domu, a później Herm?!

- Może się pokłócili - odrzekł Harry widocznie zainteresowany resztami jedzenia na jego talerzu.

- O co? Harry, słuchasz mnie? Martwię się o Mionę, była dzisiaj mimo wszystko lekko przygnębiona.

 Wyglądała jakby się czegoś obawiała... Była też dziwnie blada.

- Może po prostu ma gorszy dzień? - Harry wydawał się lekko znudzony zmartwieniami Ginny.

- W święta? - rzekła Ginny pogardliwie.

- Przecież mówiła, że nie wie co się dzieje z jej rodzicami... - ten argument Harrego podziałał na

obawy Ginny, która wzruszyła ramionami.

- Może masz rację. Daj mi jeszcze tej sałatki.

- Widzisz? Jak przestajesz się zamartwiać to od razu masz apetyt.

Ginny popatrzyła na Harrego powstrzymując wybuch śmiechu. Nie potrafiła zrozumieć jego myślenia. Lecz jej myśli, mimo, że Harry ją uspokoił, wciąż krążyły wokół dziwnego zachowania Hermiony.

                                                                           ***

Usiadła na schodach. Nie chciała wracać do domu i tłumaczyć się ze wszystkiego Harremu i Ginny. Miała ochotę uciec stąd jak najdalej. Chciała być sama. Tak, sama, by móc wreszcie spokojnie rozegrać bitwę myśli zaprzątających jej umysł. Chciała pozbyć się wszystkich zmartwień i obaw. Być lekka, niczym się nie przejmować... Jak motyl, jak ptak, który może robić, czego tylko zapragnie. Chciała odpłynąć, zatopić się w marzeniach... Ale czy ona tak potrafiła? Dlaczego znów nadpływają do jej głowy ponure myśli? Nie jest pesymistką, ale czasami naprawdę jej wyobraźnia podsuwała jej bardzo przykre obrazy...

- Nie! - krzyknęła niespodziewanie, a kilka ludzi przechodzących ulicą spojrzało na nią jak na wariatkę. Ona jednak miała to gdzieś. Zdanie innych było w tej chwili najmniej ważne.

- Chcę zapomnieć o wszystkim! - dodała ciszej.

Wstała, otrzepała spodnie i ruszyła ulicą nie oglądając się za siebie. Miała gdzieś czy robi należycie czy postępuje głupio i lekkomyślnie. Bo co z tego, że to może się źle skończyć? Czasami trzeba zaczerpnąć trochę ryzyka. Od tego jest życie, od podejmowania takich decyzji. Życie trzeba tak przeżyć, by mieć co wspominać! Chciała tylko się odprężyć. Przypomniała sobie słowa pewnej piosenki...

Chciałbym ciebie zabrać tam gdzie słońce wschodzi
W jedną stronę blasku dnia, zapomnieć wszystko
I za rękę w świetle gwiazd z tobą brodzić
za nim wrzask odbierze nam tej nocy bliskość.

Twoje włosy plątam w dłonie zabierz mnie aż tam
gdzie twoich oczu czerwony płomień znów zaleje nas
gwiazdy wyznaczą nam dzisiaj drogę
w zapomnieniu ja i ty
powiem ci echem tych nowych wspomnień
powitamy świt*

Nucąc kopała kamyki, które napotkała na drodze. Robiło się ciemno, a ona, choć najmądrzejsza uczennica Hogwartu, nie pomyślała w tej chwili, jak głupio postępuje, bo włóczyć się samej po ciemnych uliczkach wieczorem, kiedy zapada ciemność, nigdy nie wróży nic dobrego.
Tym razem też nie.

* - fragment piosenki Sebii "W zapomnieniu"

-------------------------------------------------------
Rozdział krótki i trochę ponury :/ Dzisiaj Sylwester (SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!)  i powinnam była dodać trochę hm... szampańskiego nastroju.... Ten nastrój będzie spóźniony, będziecie musieli poczekać na trochę zabawy :P Myślę, że będzie jej w rozdziale 6 (następnym) lub 7 ;) Jeszcze nie wiem, bo piszę na bieżąco jak to wstawiam :D
I bardzo bym prosiła, jak ktoś to czyta to proszę o zostawienie komentarza pod tym rozdziałem :)
Bo naprawdę nie wiem czy jest sens prowadzić tego bloga jak nikt nie komentuje.
Pozdrawiam,
Iraler

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 4

"The biggest adventure you can take is to
live the life of your dreams" - Oprah Winfrey

Na odpowiedzi na jej listy nie musiała długo czekać, bo przyszły już następnego dnia. Snuła nawet podejrzenia, że jej przyjaciele bezustannie czyhają pod oknem. Albo to jej sowa miała dziś wyjątkowo dobry humor i szybko dostarczyła listy. Hermiona jednak nie chciała tracić już czasu na takie ,,śledztwo" i z niecierpliwością rozdarła kopertę. Wzięła do ręki odpowiedź od Ginny.
Zaczęła czytać.

                                                              Kochana Miono! 
Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że zaprosiłaś mnie do siebie na święta. Wręcz umieram z ciekawości co mogło się stać z Twoimi rodzicami, mam nadzieję, że są cali i zdrowi. Musisz mi koniecznie wszystko dokładnie opowiedzieć! Ja lecę się pakować, będę jeszcze dzisiaj haha!
 Czekaj tam na mnie,
Ginny  ;)
    
Uśmiechnęła się po przeczytaniu krótkiego listu od Ginny. Przytuliła go do piersi, ciesząc się, że ma taką przyjaciółkę jak ona.
Teraz pora na list od Harrego.
 
                                                             Hermiona!
Oczywiście, że przyjadę! Z chęcią spędzę święta z Tobą, Ginny i Ronem. To dla mnie przyjemność!
Mam nowe wiadomości dotyczące Voldemorta i jego szeregów - znowu coś knują. Nie uwierzysz, co się dowiedziałem... Opowiem ci jak już będę, zobaczysz, na to byśmy w życiu nie wpadli!!!

Trzymaj się,
Harry

Hermiona wzniosła oczy do sufitu - że też ten Wielki-Władca-Wszystkiego-Co-Złe-Voldemort musi ciągle snuć jakieś głupie plany jak ich zniszczyć.
,, To się już nudne robi" - pomyślała z ironią i zabrała się do czytania listu od Rona.

                                                        Mionka!!!
Jak mógłbym nie przyjechać?! Teraz tak sobie myślę co to za święta bez Ciebie! Oby Harry i Ginny też byli, bo bez nich to tak jak mówisz nie to samo. ,,Najświętsza Trójca " musi być! :) 
Po za tym muszę z tobą porozmawiać. Sam na sam. O nas. To naprawdę ważne...
Już jadący do Ciebie,
Ron

Miona zaczęła się zastanawiać, co Ron może chcieć jej powiedzieć. Chce z nią porozmawiać o nich? Po chwili zastanowienia, Hermiona stwierdziła, że przecież nie ma ,,ich". Jest ona i Ron. Tak, kiedyś byli razem, ale później ona z nim zerwała. Zrozumiała, że traktuje Rona jak przyjaciela, a nie jak chłopaka. I tak jest do teraz. Ron po tym zerwaniu przez kilka dni ignorował Mionę, ale jej wybaczył.... Czyżby wciąż coś było nie tak?

                                                                     ***
Nakryła już do stołu i przygotowała sztućce, gdy zjawiła się Ginny. Miała na sobie ciepłą kurtkę i jaskrawą, fioletową apaszkę. W ręce trzymała koszyk z , jak się później dowiedziała Hermiona, pierniczkami jej własnej roboty.

- Ginny!!! Szybka jesteś!

- Herm, przecież wiesz, że chciałam cię jak najszybciej zobaczyć, zresztą mówisz to jakby mój widok

cię nie cieszył... - zrobiła minę zbitego psa.

- Siadaj do stołu i rozgość się lepiej, Harry i Ron jeszcze się nie pojawili...

- A przyjdą w ogóle?

- Tak, dostałam już od nich odpowiedzi... Zaczekaj, przyniosę je i Ci pokażę! - powiedziała Hermiona i pobiegła na górę.

Wyciągnęła z szuflady listy i wróciła do przyjaciółki.

- Dobrze, czyli będą. Ale... Miona, co znaczy ten list od Rona? - rzekła Ginny, gdy Hermiona wręczyła jej listy.

..Spostrzegawcza jesteś" - pomyślała Herm.

- Sama chciałabym to wiedzieć Ginn... Martwię się, czy Ron przypadkiem nie chce do mnie... wrócić,

- Wiesz, to całkiem możliwe, ale nie martw się tak i lepiej opowiedz mi co się ostatnio takiego

wydarzyło, bo z twojego listu wynika, że nie czujesz się najlepiej - odpowiedziała zatroskana Ginny.

Tak więc Hermiona opowiedziała jej całą historię, słowo w słowo, pomijając jedynie kto okazał się owym śmierciożercą... Hermiona nie wiedziała dlaczego, ale wolała zachować tą informację dla siebie. Stwierdziła, że tak będzie lepiej. Kiedy skończyła opowieść, Ginny wciąż milczała. W końcu odważyła się odezwać.

- To... niemożliwe...

- Nieprawdopodobne, a jednak - dodała Miona.

- Czyli ktoś cię po prostu ... śledzi... Możesz mi pokazać ten liścik?

- Jasne. Czekaj, chyba mam go w kieszeni... O! Jest! - Hermiona wyciągnęła tajemniczy świstek

papieru i podała go Ginny.

- I mówisz, że był na nim kawałek szkła z odciskiem palca?

- Tak.

- Herm, to jest bardzo niepokojące, powinnyśmy o tym powiadomić Ministerstwo Magii!

- Żartujesz?! W życiu!

- Dlaczego?

- Ginny, czy chcesz żebyśmy 24 godziny na dobę były obserwowane przez jakiegoś głupiego

 ochroniarza? Nie potrzebuję tego! Wolę to rozwiązać sama.

- Dobra, w takim razie jak chcesz się dowiedzieć czyje to odciski palców i kto cię nawiedził wczoraj

 rano? - powiedziała ironicznie Ginny.

- Mam na to plan - Hermiona uśmiechnęła się tajemniczo i wyjawiła Ginny na czym on będzie

polegać.

                                                                        ***

- Mówię przecież, że teraz nie jest sama, więc to bez sensu! - pewien wkurzony mężczyzna darł się do

 słuchawki.

,, Czy niektórzy ludzie naprawdę mają mózg wielkości orzecha?... " - myślał.

- To dowiedz się kiedy będzie, bo Pan nie może czekać! - tymczasem w słuchawce odpowiedział mu

równie wkurzony głos.

- Jak tylko się czegoś dowiem to będziecie o tym wiedzieli jako pierwsi, okej?

- Dobra, ale lepiej się pośpiesz, bo inaczej źle się to skończy dla nas wszystkich!

- Wiem. Załatwię to. Już wkrótce.

                                                                        ***

W domu Hermiony odezwał się dzwonek do drzwi.

- Idę! - krzyknęła i pobiegła otworzyć.

Nie było to jednak dobrym pomysłem, bo gdy tylko przekręciła klucz w drzwiach dostała śnieżką w nos. Po chwili usłyszała roześmiany, tak dobrze znany jej głos.

- Nie trzeba było nam kazać tyle czekać!

Po chwili dwaj przybysze po prostu wtargnęli do domu Hermiony, pozwalając jej otrzepać twarz. W końcu doszła do siebie i gwałtownie zamknęła drzwi. Tymczasem jej goście zdążyli już rozsiąść się wygodnie w salonie.

- Sami sobie nagrabiliście! - krzyknęła lekko rozzłoszczona Hermiona.

- Nie wściekaj się tak, przecież to tylko żart - powiedział Harry robiąc kocie oczy.

- Okej, tym razem nic wam nie zrobię, ale następnym razem pożałujecie - Hermiona zrobiła minę

obrażonego dziecka.

- Dobra już dobra, przepraszam w imieniu mnie i Harrego - tym razem odezwał się Ron i to

 wystarczyło by udobruchać Hermionę.

- Ech, nie mogę się na was gniewać! - wykrzyknęła nagle z ożywieniem i rzuciła im się na szyję.

Szybko zapadł zmrok i musieli zasiadać do uroczystej kolacji. Wigilia mijała w milczeniu
przerywanym jedynie mlaskaniem Rona. Przyszła pora na ostatnie danie - dużego, obficie
przyprawionego przez Hermionę kurczaka. Ron prawie że rzucił się na martwe zwierzę, przez co przez przypadek wysypał ,,odrobinę: za dużo pikantnego chili. Skutek był natychmiastowy.

- A-l-e tt...o.. oss...ttt..re.e....eeee!!! - krzyczał zrozpaczony, wywołując tym śmiech u przyjaciół.

- Dajcie mi wody! WODY!!! - wrzeszczał w dalszym ciągu, a gdy otrzymał wodę i to nie wystarczyło, wziął chusteczkę i zaczął nią wycierać sobie język, czym wywołał jeszcze większy wybuch śmiechu u Miony, Ginny i Harrego.

Takim więc humorystycznym akcentem zakończyła się uroczysta kolacja. Przyszła pora na rozpakowywanie prezentów. Hermiona podarowała : Ginny piękny naszyjnik, pasujący do jej koloru oczu, Harremu nowy strój do Quidittha, a Ronowi jej ulubioną książkę,, Historię Hogwartu". Hermiona otrzymała równie miłe prezenty, wszyscy wydawali się dosyć zadowoleni, no, może poza Ronem, który nie koniecznie lubił taki typ książek.

- Nie zaszkodzi ci jeśli się czegoś nauczysz, Ron - powiedziała tylko Hermiona ze śmiechem, na co

  Ron odpowiedział jej tym samym.

                                                                      ***

Kiedy Harry i Ginny byli zajęci oglądaniem filmu, Ron zagadnął do Hermiony.

- Miona, pamiętasz co pisałem w liście? Chciałem z tobą porozmawiać - zaczął.

- Na osobności - dodał znacząco.

Hermiona wstrzymała oddech - a więc oto nadeszła ta chwila. Musiała zmierzyć się z tym, co chce powiedzieć jej Ron.

- Dobrze, chodźmy do kuchni - powiedziała.

Siedzieli przy stole, wpatrując się w siebie w milczeniu, aż Ron się odezwał szeptem.

- Musisz o czymś wiedzieć... Będę bezpośredni, bo nie chcę cię trzymać w niepewności... Hermiona,
ja nie zapomniałem o tobie, wybaczyłem ci wtedy, ale wciąż mnie to boli. Prawda jest taka, że ...
Miona... - westchnął, jakby zastanawiał się jak to dokończyć - ... ja wciąż cię kocham.

------------------------------------------

Jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału. To mój najdłuższy rozdział, jak do tej pory i trochę nad nim siedziałam. Postaram się utrzymać ten ,,poziom długości", a nawet go zwiększyć :) Mam tylko nadzieję, że dodacie mi trochę otuchy komentując to. To naprawdę pomaga <3
Buziaki,
Iraler



niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 3

                                                                 "Love me or hate me,
both are in my favor...
If you love me, I'll
always be in your
heart... If you hate me, I'll always be in your
mind." - William Shakespeare

Obudziła się w świąteczny poranek. Minął tydzień od pojawienia się śmierciożercy. Tymczasem za oknem, na wietrze, kołysały się świeże płatki śniegu, które mogła codziennie rano podziwiać już od dobrych 2 tygodni. 23 grudnia. Dzień przed Wigilą. Jutro jeden z jej ulubionych dni roku. Przypomniała sobie o rodzicach. Mieli wrócić na święta.

Podeszła do okna. Nie było tam sowy, więc okryła się kocem i zeszła na dół, gdzie niestety nie znalazła niczego, co mogłoby wskazać, że rodzice są w drodze do niej. Lekko zawiedziona udała się z powrotem do swojego pokoju. Położyła się na łóźku, przytulając policzek do poduszki. Przymknęła oczy i wsłuchiwała się w tykanie zegara. Lecz oto wydarzyło się coś niespodziewanego. Usłyszała brzęk tłuczonego szkła. Natychmiast otworzyła oczy i zerwała się z łóżka.

Zbiegła na dół, mało nie gubiąc pantofli. W domu ktoś był. Na podłodze leżało potłuczone szkło, musiała bardzo uważać, by nie pokaleczyć nóg. Na palcach zakradła się do kuchni, do której drogę wskazał jej ślad szkła. Nikogo tam nie było, pozostało jedynie otwarte okno, przez które wiatr wnosił do domu śnieg. Zamknęła okno i otarła z czoła krople potu. Była wystraszona. Gdyby tylko rodzice już tu byli! Jej głowę nawiedziły w tym momencie najczarniejsze myśli. Widziała najczarniejsze scenariusze śmierci swoich rodziców. Zaczęła się poważnie zastanawiać, czy nic im nie jest. Ale na razie miała inny problem. Musiała sprzątnąć potłuczone szkło i dowiedzieć się, kto tu był.

 Być może to był też klucz do rozwiązania zagadki z pojawieniem się śmierciożercy. A może była to odpowiedź, dlaczego do tej pory nie ma jej rodziców... Nie chciała spędzić świąt w samotności. Postanowiła wysłać sowę do jej przyjaciół. Być może oni mogliby ją odwiedzić. A może rodzice jednak wrócą? Może jej intuicją ją zawiodła i niepotrzebnie zaprząta sobie głowę takimi myślami? Zignorowała jednak te pytania zadawane jej przez umysł i zabrała się do pisania listu do jej przyjaciół. Bo przecież nie zaszkodzi być zapobiegawczym, co nie?

                                                                      Droga Ginny!
Chciałabym Cię zaprosić na święta do mnie! Co prawda wiem, że zamierzałaś je spędzić inaczej, ale byłoby mi bardzo miło, gdybyś zrobiła to dla mnie i spędziła je ze mną. Piszę to do ciebie, ponieważ obawiam się o moich rodziców, że mogą nie wrócić na święta. Myślę, że mogą po prostu się spóźnić, albo... może lepiej nie będę tego pisać. Wolę ci wyjaśnić moje obawy jak już do mnie przyjedziesz. Na Wigilię mam zamiar jeszcze zaprosić Harrego i Rona. To będzie taka przyjacielska uczta. Swoją drogą, może mogłabyś zostać u mnie już do Sylwestra? Wróciłybyśmy razem do Hogwartu. Spytaj rodziców, jeśli oczywiście chcesz. Byłoby super!
 Całusy,
Twoja Hermiona                                                                                                                        
   
                                                                            Harry!
Piszę do ciebie, ponieważ chcę cię zaprosić do mnie na święta.Nie wiem czy moi rodzicę na nie wrócą, bo do tej pory ich nie ma... A ja nie chcę spędzać świąt sama. Zapraszam też Ginny i Rona, więc spędzimy te święta w małym gronie, ale jeśli będziemy wszyscy, to myślę, że będą jak najbardziej udane! Mam nadzieję, że szybko odpiszesz - czekam na odpowiedź! Muszę wam wszystkim koniecznie coś opowiedzieć. To bardzo ważne.  
Buziaki,
Hermiona      
                                                                                                                                                                                                                                                                                                     
                                                                         Ron!
Z przyjemnością chcę cię zaprosić na tegoroczne święta, czyli na... jutro. Moi rodzice raczej się już nie zjawią. Powinni już być... Trochę się o nich martwię, ale to opowiem tobie, Harremu i Ginny (ich też zaprosiłam) przy Wigili, jeśli się zjawicie. Te święta bez was wszystkich nie będą udane! Jeśli tylko to możliwe, to proszę, przyjedź. Bez ciebie nie będzie przecież zabawy - musimy być wszyscy!
Pozdrawiam cię jeszcze i mam nadzieję na wesołe święta,
Hermiona


Odetchnęła z ulgą, gdy skończyła pisać ostatni list. Przywołała sowę i dała jej listy. Ptak oczywiście musiał ją przy tym ugryźć w palec.
Jakby inaczej!

---------------------------------------------------------
Nareszcie skończyłam Rozdział 3! Sprawił mi on małe trudności, ale udało się :) Nie dodawałam dawno rodziałów, bo uznałam, że jeśli nie komentujecie to bez sensu to pisać... Ale stwierdziłam, że może nie ma co liczyć na wielką aktywność po prologu i 2 rozdziałach! Tak więc piszę dalej, z aktywnością czy bez, ale byłabym bardzo wdzięczna, jakby pod tym wpisem był chociaż jeden miły komentarz :*
A tak w ogóle, jak tam Mikołajki? ;)
P.S.Przepraszam jeszcze za wygląd tych listów, bo wyszło to trochę śmiesznie porozrzucane, ale może mi wybaczycie xD
Iraler


piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 2

 "Everything will be okay in the end.
If is not okay,
Then it's not the end." - Ed Sheeran
Któryś raz przeczytała to jedno słowo, napisane czarnym atramentem. Nie mogła poznać stylu pisma. Jeszcze się z takim nie spotkała. Lecz nie to ją martwiło najbardziej. Jej myśli zajmowały tylko trzy główne pytania: Co to może oznaczać? Za co ją tak właściwie przeprasza? Od kiedy to śmierciożercy znają to słowo?! Wydawało jej się, że ma gorączkę. Było jej duszno, nie mogła oddychać. Małe kropelki potu pojawiły się na jej czole. Myślała intensywnie. Próbowała przewiercić tą małą kartkę, za pewne z notesu, swoim wzrokiem. Studiowała spojrzeniem każdy najmniejszy odcinek liściku.

- Nareszcie! - krzyknęła niespodziewanie.

Albowiem znalazła coś, co mogło pomóc jej w dalszym śledztwie. Że też wcześniej tego nie zauważyła! Na samym rogu kartki wisiało coś bardzo małego i wąskiego. Błyszczało się lekko... Gdy tego dotknęła upadło to na jej dłoń. Zabolało. Coś ostrego, chociaż tak małe to potrafiło nadciąć jej skórę, z której sączyła się już wąska strużka krwi. Przyłożyła do dłoni chusteczkę, a ,,to coś" położyła na biurku. Było to naprawdę małe. Trudno było stwierdzić co to jest gołym okiem. Przypomniała sobie, że ma przecież mikroskop, który dostała kiedyś jako nagrodę za dobre stopnie, na końcu 4 roku w Hogwarcie. Zaczęła grzebać po szafkach. Jest! Wyciągnęła go ostrożnie z folii i wytarła z kurzu. Postawiła go na stole i położyła przed nim ten tajemniczy kawałek. A czego? Po chwili już wiedziała.

 Był to bardzo mały, ale jakże ostry odłamek szkła. Skąd to się tu wzięło? Raczej nie było zamierzone, by ten kawałek znalazł się z liścikiem, bo nikt raczej nie chciał pokazywać śladów. A ślad był - i to jaki! Otóż Hermiona, gdy jeszcze lepiej ustawiła mikroskop dostrzegła na nim coś, co wcześniej uważała za brud. Był to bardzo mały fragment odcisku palca. Zobaczyć go można było tylko za pomocą bardzo dobrego mikroskopu, który - na szczęście - Hermiona posiadała. Nie wiedziała jednak do kogo należy ten odcisk. W tym już jej mikroskop nie pomoże. Potrzeba maszyny do przetwarzania DNA. Ale skąd ją wziąć? Znany był jej tylko jeden egzemplarz. Ten, który znajdował się w pilnie strzeżonym laboratorium w Hogwarcie. Hermiona wiedziała, że to zabronione, ale musiała to zrobić. Po prostu musiała się dowiedzieć.
 I miała już plan.

 ,,Bal Noworoczny...  Będzie dużo zamieszania" - myślała - ,, Kiedy wszyscy będą zajęci, będę miała szansę użyć tej maszyny, do pracowni nie jest trudno się wkraść.. Znam potrzebne zaklęcia... Ale proste to nie będzie... Tak wyjść nie zauważona... Ale to się MUSI udać!" 

Naszkicowała szczegółowy plan tajnych przejść w Hogwardzie.

,,Najbezpieczniejsze będzie przejście nr 6" - stwierdziła w myślach.
Bal był za dwa tygodnie. Był 17 grudnia. Miała czas się przygotować. Gdy wszystko miała już dokładnie zaplanowane, zegar wybił 6:30. Całą noc nie spała. Dopiero teraz poczuła zmęczenie. Postanowiła przespać się 2 godziny. Właśnie tego teraz było jej trzeba.

                                                                     ***

,, Po co dałem jej ten głupi liścik! Widziała mnie , choć było ciemno i teraz pewnie śmieje się, że ją przepraszam!" 

- myślał gorączkowo, pewien Ślizgon. Bolała go głowa, przez to głupstwo. Nie wiedział, czy powinien wyjaśnić to jakoś Hermionie, czy pozwolić, by sama do tego doszła. W końcu była bystra.

- Draco! - usłyszał głos matki dochodzący z kuchni.
- Idę już! - odkrzyknął i zbiegł po schodach - Co na śniadanie?
- Naleśniki z syropem. - odpowiedziała Narcyza, podając mu talerz.
- Gdzie ojciec?
- W pracy, a gdzie ma być?
- Na przykład u Voldemorta - mruknął cicho Draco, ale Narcyza to dosłyszała.
- Czyty już nie masz innego zdaniu o ojcu, tylko uważasz, że on ciągle u Voldemorta na klęczkach siedzi? - powiedziała lekko podniesionym głosem Narcyza.
- Nieważne - powiedział Draco, odsuwając pusty talerz ze śniadaniem. 

Po chwili Narcyza poczuła tylko lekki powiew zamykanych drzwi i usłyszała szybkie kroki na schodach i przekręcanie klucza. No tak. Cały Draco.

--------------------------------------------------
Z wielkim ubolewaniem udało mi się skończyć Rozdział II! Trochę rzadko dodaję rozdziały, jak na początek, za co bardzo przepraszam, ale jestem, nie wiem dlaczego, ciągle zajęta :( Być może, jak będą ferie świąteczne to będę dodawać rozdziały częściej, ale wtedy znowu świąteczne porządki!
Dziękuję wam kochani za miłe komentarze, cieszę się, że moje opowiadanie was zainteresowało :)
Śledźcie tego bloga, bo Rozdział II to przecież dopiero początek :)
Iraler

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 1

"Love the life you live 
live the life you love" - Bob Marley

Hermiona w osłupieniu wpatrywała się w przyjaciółkę. Czy ma rację? Czy Draco faktycznie wróci do Hogwartu? Nie miała ochoty znów słuchać jak wyzywa ją od szlam. Nienawidziła go za to, że bez przerwy utrudniał jej życie. Dlatego słowa Ginny wprawiły ją w takie zdumienie, a po chwili w złość i rozgoryczenie. Widząc, że Ginny znów otwiera usta, by coś powiedzieć, uprzedziła ją:

- Już nic nie mów, to mi wystarczy - powiedziała. Nabrała powietrza i dokończyła - Ginny, ja tego nie przeżyję! Jak ja mam kolejny rok znosić kpiny tego arystoktatycznego dupka to ja wolę się zapaść pod ziemię!
- Herm, co ty się przejmujesz, może w tym roku nie będzie aż tak źle - starała się pocieszyć ją Ginny.
- A co jak nie? Wiesz co? Muszę się przejść.
- Mam iść z tobą? Przecież tu nie zostanę. To twój dom.
- Przepraszam Ginn, ale... chyba chcę pobyć sama, ok? To nie tak, że cię wyrzucam, ale... sama rozumiesz. - Hermiona przywołała na twarz blady uśmiech.
- Spoko, Mionka. Idź sobie pooddychaj świeżym powietrzem, jak tego właśnie teraz potrzebujesz.
- Dzięki Ginn! - krzyknęła Miona - Nie wiem jak to robisz, że zawsze mi poprawisz humor!

                                                                                 ***
Szła z twarzą wtuloną w ciepły, wełniany szalik. Na głowie miała brązową czapkę z pomponem, a na nogach skórzane kozaki. Choć nie padał śnieg to było zimno. Co prawda nie lubiła takiej pogody, ale spacery zawsze poprawiały jej samopoczucie. Usiadła na pobliskiej ławce, ocierając ją wcześniej ze śniegu.Było jej trochę przykro, że jej rodzice wyjechali, jednak pocieszała ją myśl, że wrócą na święta. Rozejrzała się wokół. Park zimą wyglądał, co jak co, trochę smutno. Na pobliskim drzewie, na gałęzi siedziała mała, ruda wiewiórka, patrząca na nią bystrymi oczkami. Hermiona uśmiechnęła się do niej. Jakby wiewiórki mogły mówić, to ta pewnie wdałaby się teraz w wesołą pogawędkę z dziewczyną. Tak przynajmniej zdawało się Hermionie. Zrobiło się zimniej i nieco ciemniej.

No tak, Hermiona zapomniała, że w zimie zmrok zapada bardzo szybko. Wstała i otrząsnęła spodnie. Miała teraz ochotę na gorącą czekoladę. Wyszła z parku. Latarnie już świeciły, więc oświetliły jej drogę. Za sobą usłyszała jakieś kroki. Szybkie kroki. Ona także przyspieszyła. Poczuła zimny oddech na karku. Zaczęła biec. Udało jej się dobiec do furtki jej domu. Natychmiast zaczęła szukać kluczy. Znalazła je w lewej kieszeni kurtki i szybko otworzyła furtkę, równie szybko ją za sobą zamykając. Wbiegła do ogrodu, nawet nie oglądając się za siebie.

 Kiedy była już w domu trochę żałowała, że nie odwróciła się, by zobaczyć kim był owy napastnik. Wciąż przestraszona usiadła na kanapie. Natychmiast zadzwoniła do Ginny. ,,No super - nie odbiera!" - pomyślała z lekką złością. Ukryła twarz w dłoniach. Chciało jej się płakać, choć była uratowana. Rozmyślała, co by to było, gdyby ją ten ktoś dogonił. Jakie miał zamiary? Chciał ją zabić? Uwięzić? Wydobyć jakieś informacje na przykład na temat... Harrego? W tym momencie do głowy wpadła jej myśl, że mógł to być jeden ze śmierciożerców. Zaczęła dziękować Bogu w duchu, za to, że nie było ich więcej. Wypiła gorącą czekoladę i wcześnie położyła się do łóżka. Nie miała na nic ochoty. Na nic...

                                                                                 ***

Usłyszała jakieś hałasy. Obudziła się. Usiadła i spojrzała na zegarek. Druga w nocy, wszędzie ciemno. Kto o tej godzinie się tłucze? Ubrała kapcie i podeszła do okna. Delikatnie rozsunęła zasłony. Przez chwilę wydawało jej się, że dostanie zawału. Ktoś stał pod furtką i próbował ją otworzyć, a była to osoba w czarnym kapturze...
Otworzyła szufladę w poszukiwaniu swojej różdżki. Chwyciła ją w dłonie i zbiegła na dół. Przekręciła klucz w drzwiach. Wycelowała różdżką w śmierciożercą, ten już także grzebał w kieszeniach w poszukiwaniu swojej, lecz ona była pierwsza i krzyknęła zaklęcie oszałamiające. Podbiegła,by z bliska przyjrzeć się śmierciożercy. Odsłoniła jego twarz i zamarła, gdy go rozpoznała...

Wydawało jej się niemożliwe, że to on. Co prawda wiedziała, że służy Voldemortowi, ale nie sądziła, że jest w jego szeregach. A więc zabijał i torturował... W końcu był śmierciożercą... Ją też chciał zabić... To pewnie on ją gonił wtedy, gdy wyszła z parku. Musiał ją śledzić... Wszystko układało się w zgrabną całość. Zaszkliły jej łzy w oczach. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. I co ma z nim zrobić. Jak widać, nie dane jej było decydować o jego losach, bo oto otrząsnął się z zaklęcia.

Spojrzał na nią zaskoczony. Ona  wstała i wyprostowała się, celując w niego różdżką. On tylko wstał, podał jej świstek papieru i odszedł. Odszedł w mrok. Po chwili Hermiona usłyszała tylko trzask teleportacji. Wciąż stała w miejscu w ręce trzymając kawałek kartki, który jej dał. Wróciła do domu i dopiero wtedy odważyła się rozwinąć liścik. Widniało na nim tylko jedno słowo.
                                                                     ,,PRZEPRASZAM"

------------------------------------------------------------------
Tak oto kończę 1 rozdział mojego opowiadania o Dramione ^^ Mam nadzieję, że wam się podobał :) Jestem z niego dosyć zadowolona, mam nadzieję, że wam także przypadnie do gustu. Jeśli wam się podobał i jeśli go przeczytaliście, to proszę, skomentujcie go. Tylko to daje mi pewność, że ktoś go czyta. Bardzo się ucieszę z pozytywnych komentarzy, więc jeśli sądzicie, że na takie zasługuję to piszcie - to wiele dla mnie znaczy <3
Iraler

środa, 18 listopada 2015

Prolog

"Don't forget to fall in love with yourself first" - Carrie Bradshaw

Szła zaśnieżonymi ulicami Londynu. Drobne płatki śniegu jakby kołysały się na wietrze, wcale nie zamierzając opaść. Ferie świąteczne. Prezenty na święta. Szukanie tych prezentów. Tłumy ludzi stojących w kolejkach do świątecznych wyprzedaży. I ona. Sama, błąkająca się po wąskich uliczkach. ,,Sama w wielkim mieście". Dreszcze przeszyły jej ciało, gdy zawiał mocniejszy wiatr. Czuła się samotna. Jej przyjaciele w tym czasie siedzieli spokojnie w domu, przy kominku, mieli już dawno kupione prezenty. Bo oni nie szukali prezentów wyjątkowych. Zawsze się temu dziwiła, że tak łatwo je wybierają. A jej zależało, by każdy prezent był inny. Pasujący do osobowości. Wyjątkowy... Rozmyślając, co też powinna kupić poczuła szarpnięcie.

 Zderzyła się z kimś i ten ktoś właśnie otrząsnął spodnie. Platynowe włosy... skądś je znała, coś jej przypominały i wcale nie były to miłe wspomnienia. Po chwili ta osoba podniosła głowę. Orzechowe tęczówki napotkały te piękne stalowoszare oczy. Wstrząs. Przez chwilę stali w milczeniu, wpatrując się w siebie tępo. Ona jako pierwsza odzyskała świadomość. Spojrzała na niego groźnym wzrokiem:

- Malfoy, co ty tu do jasnej cholery robisz?!  - powiedziała z lekkim zdziwieniem i nutką złości w głosie. Po chwili milczenia i on otrząsnął się z zadumy.
- Stoję, jak widzisz - rzekł ironicznie - I próbuję zmyć brud szlamy, Granger. Po za tym, mogłabyś po tylu latach nauczyć się choć trochę chodzić jak człowiek... a czekaj szlamy tego nie potrafi.
Hermiona wywróciła oczami i nic nie odpowiadając, podniosła dumnie głowę i zgrabnie go wyminęła.
- Dokąd się śpieszysz, Granger? Uważaj, bo się spóźnisz na obiad do Wieprzchleja - krzyknął za nią Draco.
- Nie twoja sprawa! Co cię to w ogóle obchodzi? Interesuje cię życie szlamy? Uważaj, Malfoy, bo jeszcze spadniesz na niższy poziom - odpowiedziała i przyśpieszyła kroku. Draco natomiast wzruszył tylko ramionami. Co jak co, ale dzisiaj nie miał ochoty na kłócenie się ze SZLAMĄ. Musiał jeszcze znaleźć prezenty na święta. Tak więc odwrócił się i ruszył w przeciwną stronę, nie zaszczycając już spojrzeniem Gryfonki.

                                                                            ***

Wyszła ze sklepu. Miała już kupione prezenty dla Ginny, Harrego, Rona i rodziców. Zakupowa gorączka minęła. Lekko odetchnęła i teleportowała się pod dom.

                                                                             ***

- Miona! - usłyszała krzyk Ginny, gdy weszła do domu.
- Ginny!!! Skąd się tu wzięłaś? - spytała Hermiona.
- Postanowiłam Cię odwiedzić - odrzekła krótko Ginny i uśmiechnęła się.
- To... super - powiedziała Miona i przytuliła przyjaciółkę.
Po chwili obie siedziały w kuchni, popijając kawę przygotowaną przez Hermionę.
- Ginn... - zaczęła Miona.
- Herm, co jest? - spytała zaintrygowana i lekko przejęta Ginny.
- Ginn... - powtórzyła Hermi, spuszczając głowę - Czy... czy Malfoy wyszedł już z Azkabanu?

Ginny lekko podskoczyła, że to właśnie takie pytanie zadaje jej Miona. Hermiona natomiast nagle wybuchnęła śmiechem na reakcje Ginny, przez co trochę zawartości jej filiżanki wylało się na podłogę. Hermiona postanowiła dać Ginny czas na odpowiedź i poszukała ścierki, którą mogłaby zetrzeć kawę z podłogi. Podłoga była już umyta, a Hermiona siedziała już chwilę na krześle, gdy Ginny wreszcie się odezwała:

- Miona... ja... nie wiem, ale jak to możliwe, że cię to interesuje? Przecież jesteście wrogami, więc dlaczego ciekawi cię to tak bardzo? Miona?! - Z ust Ginny wyleciał potok pytań.
- Bo widzisz Ginn... Spotkałam go dzisiaj... Na ulicy... W Londynie....
- I co? Rozmawiałaś z nim? Zmienił się?
- Tylko chwilę i nie wygląda na to, by był chociaż trochę mniej wredny - uśmiechnęła się Miona.
- Hermi... ale jeśli ty go spotkałaś na wolności... to znaczy, że...
- Że co? - pogoniła Ginny Hermiona.
- Że on od Balu Noworocznego... Może wrócić do Hogwartu...

-------------------------------------------------------------
Prolog już za mną ! Przepraszam, że nie dodałam go wczoraj, ale nie zdążyłam go skończyć... Mam nadzieję, że wam się spodobał i zachęcił do dalszego czytania moich bazgrołów XD Trochę krótki, ale muszę się rozkręcić, sami rozumiecie :) Czekajcie na Rozdział 1, jak tylko będzie gotowy, to się pojawi :*
Iraler


Witajcie!

Oto kolejny z licznych blogów o tematyce Dramione. Mam nadzieję, że spodobają wam się moje opowiadania.Będę starać się jak najczęściej dodawać rozdziały. Myślę, że prolog pojawi się jeszcze dzisiaj :) Zapraszam do komentowania, bo to mnie motywuje i naprawdę wspiera.
Zapraszam do odwiedzania tego bloga i mam nadzieję, że cierpliwie będziecie czekać na prolog mojego opowiadania!